M a ł e m i s t e r i u m
Najpierw wodospadu
Może siklawy bicie o dno
Aż wypełni się koncha
Plusk plusk
Jakby od ryby latającej
A to żywy termometr
Czas jeszcze dopuścić ukropu
Dla mocniejszego wygrzania
Szelesty terrkoty trrr
Może siklawy bicie o dno
Aż wypełni się koncha
Plusk plusk
Jakby od ryby latającej
A to żywy termometr
Czas jeszcze dopuścić ukropu
Dla mocniejszego wygrzania
Szelesty terrkoty trrr
Puszczają spięcia
Opadną łupinki codzienności
Głuche pstryki
To odskakują skuwki kajdan
Wymyślnych kapsuł
Dla pomieszczenia
Słodkich zawartości
To są ku pożytkowi dźwigary
Ale i dla uciechy błądzących rycerzy
By ci mogli przypisać sobie zasługi uwolnień
Potem próbowania
Zanurzenie wynurzenia
Pluski rozfalowania
To jedną to drugą
W bezwstydnym rozchyleniu
Przyczajoną na krawędzi
Kleszcz skuwa
Pełznie
Wyżej wyżej
Gdy ku pochłonięciu
Wtuleniu
Przegina się w skrętach
Podpartym trwaniu
Czeka aż napłynie odwaga
By poddać się nagłym impulsem
Za wczesna próba
Kąsa tysiące igieł
Burza w misce wody
Tajfun wzniecony chlupotem
Przygania zimne wiatry
I ostrza igieł wyraźnie tępieją
Przyjaźń zawarta
Oblubieniec płynny
Pieszczotą gładzi uda pośladki
Wciska się obleśnik
Do intymnych sfer
Podpływa do bioder
Ujmuje pod pachy
Szczypie w pulchne piersi
Mówiąc wprost
Bez przenośni i niedomówień
Opadną łupinki codzienności
Głuche pstryki
To odskakują skuwki kajdan
Wymyślnych kapsuł
Dla pomieszczenia
Słodkich zawartości
To są ku pożytkowi dźwigary
Ale i dla uciechy błądzących rycerzy
By ci mogli przypisać sobie zasługi uwolnień
Potem próbowania
Zanurzenie wynurzenia
Pluski rozfalowania
To jedną to drugą
W bezwstydnym rozchyleniu
Przyczajoną na krawędzi
Kleszcz skuwa
Pełznie
Wyżej wyżej
Gdy ku pochłonięciu
Wtuleniu
Przegina się w skrętach
Podpartym trwaniu
Czeka aż napłynie odwaga
By poddać się nagłym impulsem
Za wczesna próba
Kąsa tysiące igieł
Burza w misce wody
Tajfun wzniecony chlupotem
Przygania zimne wiatry
I ostrza igieł wyraźnie tępieją
Przyjaźń zawarta
Oblubieniec płynny
Pieszczotą gładzi uda pośladki
Wciska się obleśnik
Do intymnych sfer
Podpływa do bioder
Ujmuje pod pachy
Szczypie w pulchne piersi
Mówiąc wprost
Bez przenośni i niedomówień
Mała komnatka
Pełna westchnień utonięć rozkołysań
Prychań pluskań
Mała komnatka
Bieli ruchliwej pełna
Muślinu co nie szeleści
Tak się zaczęło
misteriumPełna westchnień utonięć rozkołysań
Prychań pluskań
Mała komnatka
Bieli ruchliwej pełna
Muślinu co nie szeleści
Symfonia na zmysł dotyku
Czucia ciepła
ułożenia
Bo oto w soczystej bieli
Majaczy postać niepożądana
Nagły trzask zasuwanej zasłony
W teatrze tym spektakl może odbyć się
Tylko za kurtyną
Bo oto w soczystej bieli
Majaczy postać niepożądana
Nagły trzask zasuwanej zasłony
W teatrze tym spektakl może odbyć się
Tylko za kurtyną
Nagana wyjdź
Tłumaczenia
Niby nawet sprzeczka
Lecz tak naprawdę
To oboje
Aktorka i widz
Aktorka doskonała
Wiedzą o tym wiedza
Rzecz nastąpi według schematu
Ustalonego przez nich samych
Na zawsze i na początku
Pada paść musi propozycja
Przyrzeczenie
Nic więcej tylko to
Naprawdę? Naprawdę!
Przysięgnij! przysięgam!
Że tam przecież nic z tego
Umowa zawarta
Lecz niech to będzie ostatni raz
Danej zgody cofnąć nie można
Jedynie poudawać poprychać
Wydąć wargi
pogrymasićTłumaczenia
Niby nawet sprzeczka
Lecz tak naprawdę
To oboje
Aktorka i widz
Aktorka doskonała
Wiedzą o tym wiedza
Rzecz nastąpi według schematu
Ustalonego przez nich samych
Na zawsze i na początku
Pada paść musi propozycja
Przyrzeczenie
Nic więcej tylko to
Naprawdę? Naprawdę!
Przysięgnij! przysięgam!
Że tam przecież nic z tego
Umowa zawarta
Lecz niech to będzie ostatni raz
Danej zgody cofnąć nie można
Jedynie poudawać poprychać
Aż prośbą podstępem
Przemoże wymusi przyzwolenie
Scena pierwsza
Bór sprowadza
Skondensowaną zieloność
Leśny eliksir wytacza
Kondensację letnich wieczorów
Kondensat z alchemicznego tygla
Mieszany skwarem południa
Ciężkie krople blednącymi jęzorami
Seledyn czynią
Ciężkie krople posieją w otulinie
Powiew leśnej kniei
Kropelki przestrzeni
Paciorkami biegną
Ku gładziźnie płynnej
Krople nagłych spojrzeń
Duet na dwie pary oczy
Teraz może się zacząć
Odprowadzanie ładunków wzruszeń
Ujmuje skłębioną pulchność
Imitacje daru mórz południowych
Ujmuje skondensowaną śliskość
Pienistość w pigułce
Zaczyna
Od smukłej łabędziej
Ku spadzistym
Stworzonych dla objęć kołysań
Powleka gładką miękkość
Smugami białego gąszczu
Schodzi ku opiewanym przez poetę
Do końca nienazwanym poematom
W swej roli zastępczej
Dają i biorą
Siłę mają wiązania
Tajemniczą dla dwoje
Szczelinki
Przez które iskra pada
Na stertę chrustu
Osacza podstępnie
Drobiazgi kuszące
A gdy te odpowiedź dają nagłą
Znak to że osiąga swe właściwe posłannictwo
Teraz cisza przetykana
Dzwonieniem i pluskiem
Padających kropel
Ociekaniem stojącej
Gdy hausty wody
Niesione w konchach dłoni
Pełzną po krzywiznach
Załamach
Porywając kopiście spiętrzonych
Pienistych korali
A gdzie to nie zawędrowały
Wciąż ciekawskie
Myszkujące turystki
Niby spełniają swa powinność
A tak naprawdę są krzesiwem
Elektronem
Lontem
Ku spadzistym
Stworzonych dla objęć kołysań
Powleka gładką miękkość
Smugami białego gąszczu
Schodzi ku opiewanym przez poetę
Do końca nienazwanym poematom
W swej roli zastępczej
Dają i biorą
Siłę mają wiązania
Tajemniczą dla dwoje
Szczelinki
Przez które iskra pada
Na stertę chrustu
Osacza podstępnie
Drobiazgi kuszące
A gdy te odpowiedź dają nagłą
Znak to że osiąga swe właściwe posłannictwo
Teraz cisza przetykana
Dzwonieniem i pluskiem
Padających kropel
Ociekaniem stojącej
Gdy hausty wody
Niesione w konchach dłoni
Pełzną po krzywiznach
Załamach
Porywając kopiście spiętrzonych
Pienistych korali
A gdzie to nie zawędrowały
Wciąż ciekawskie
Myszkujące turystki
Niby spełniają swa powinność
A tak naprawdę są krzesiwem
Elektronem
Lontem
Teraz padają deszcze tropikalne
To jesienne szarugi
Na przemian
Achy ochy brrrr
Skowyty chichoty prychania
Deszcze różnostronne
To tu to tam znienacka
Bicz trzaska
Aż wystąpiły kwiaty rumienne
No to już koniec przygody wodnej
Pienistej
Można by jeszcze podać
Wiele szczegółów
Zawiązań zasupleń chwilowych
Na dwie i cztery dłonie
Przytrzymań dla bezpiecznych zanurzeń
Stwarzania pretekstów
Dla spojrzeń niedozwolonych
To są szczegóły
Które zna wielu
Jeśli mu pozwala żona
Umyć plecy w kąpieli
Teraz oplata opończa
Fabrycznie zmierzwiona
Ciasno przylega
W każdy załamek wciśnięta
Niech wessie resztki zbędnej wilgoci
I teraz mnóstwo zbędnych przygięć
Zamachów
Sięganie po jeszcze jedno uszczknięcie
W chwilach niedozwolonych
Po tym wszystkim
Niesie się płynie
Zawarta w obcęgach ramion postać
Przez tunel korytarza
Delikatne upuszczenie
Nadal spowitej w materię zasłony
Dalszy akt
To właściwie zabawa
Igraszka
Na dwa udawania
Może tak trwać i trwać
Jeszcze tu i tu
Potem nastąpi taniec oczu
Strzelania w zakazane
Sypanie błyskotek
Ku sobie
Nagle zmartwychwstałych
I ginących świetlików
Nie giń w domysłach
Nic nie nastąpi
Prócz jeszcze kilku muśnięć
Umizgów
Męską dłonią zadanych
I złożenie wilgotnych śladów
Taki kontredans
Upleciony z siatki
Drobnych zachwyceń
Ma wartość samą w sobie
Potoczy się rozmowa
O sprawach codziennych
Następne małe misterium
Z czasem przyjdzie zapewne
Jeśli młoda żona
Pozwoli umyć sobie plecy
Jeszcze jeden raz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz