W y p r a w a z a s i ó d m ą
g ó r ę
Dni wyczekanych
Godzina wybija
Na dźwięk sam
Można zatęsknić
Chodaki dyndają na szyjach
Już idźcie
Koszyki
Czy nie za ciężkie
Nie bałamudźcie po drodze
Spocznijcie przy bożejmęce
Tam przechodzień
Każdy przyklęknie
Wędrowcy bosi
Wysłani na wyprawę
Na wielką wyprawę odważaną
Za górę dwie rzeki
Bory ciemne
Nagroda za trudy długie
I zaniesienie promieni
Tam będą dopiero uczty
Kołysania szczebiotyGodzina wybija
Na dźwięk sam
Można zatęsknić
Chodaki dyndają na szyjach
Już idźcie
Koszyki
Czy nie za ciężkie
Nie bałamudźcie po drodze
Spocznijcie przy bożejmęce
Tam przechodzień
Każdy przyklęknie
Wędrowcy bosi
Wysłani na wyprawę
Na wielką wyprawę odważaną
Za górę dwie rzeki
Bory ciemne
Nagroda za trudy długie
I zaniesienie promieni
Tam będą dopiero uczty
Jedno przez drugie
Zaraz pójdą w piece
Czeluści ciemne
Szczapy rozczapierzone
By nadać żaru
Sklepionym posadzkom
A w dzieżach koponiach
Urosną aż do przelewu
W puszystość zamienione
W rozpalonej czeluści
Zarodzią zadane
Wonne masy
To na przywitanie gościnę
Takich przybyszy
Parowem ciemnym
Przyczaić się może tu zbir
Wiedźma Baba Jaga
Przez most kołyszący
Nad rwącą w porach deszczów
Przerzucony zapaścią
Przez knieje gdzie zwierz
W obawie spotkań niebezpiecznych
Nie zawita
Przemykają
Potem szlakiem nad toniami
Wśród chaszczy zdradliwych
Aż do samotnej
Pogmatwanej
Sękami przez czarownika
Bułami wyroślami
Ukaranej
Szeleszczącej płaczącej
Wąskim listkiem znaczonej
Latarni polnej
Drogowskazu
Na ciemnym tle horyzontu
Dla nocnych powrotów
Odtąd już można odłożyć
Zaniechać szeptów
A bajać trzymanej za rękę
Jak to było ze złotą rybką
Bo odtąd kraina wesela
I lud tu pogodny
A dokąd to idą
Pytają
Bo to już tu
Jeszcze tylko przejść
Przez udzielne księstwo
Na skraju jest oto
Cel wyprawy pierwszej
Dwór starożytny
A w nim mieszka
Na progu wita
Zaprasza
W ramiona bierze
Raduje się
Zaprasza do środka
Koszyczki opróżnia
Długich tęsknot dawczyni
Potem przywitania dalsze
Z panią rogatką cycatką
Z panem buraskiem szczekaskiem
Indorowi z daleka rzucą słówko
Nawet przymilne
Potem dopiero stoczą pojedynki
A kur nie łaska oddać pokłonu
Nastąpią teraz ekspertyzy
Wyraz wtedy nie znany
Ale że wiersz pisany po latach
Można go użyć
Bo dobrze oddaje intencję
A więc ekspertyzy
Czy wiśnia obwiśnie
Pod gradem wiśniowym
Czy szczypią porzeczki
Cierpkością już
Szczaw czy nadal
Ścieżki obrasta
A tam wśród pierzyn
Puszy się miękisz w dzieżach
Wlatują w otchłań polana
Teraz znawcy straż trzymają
U świętego ognia
Jaś i Małgosi
Goście
Szampańska zabawa u babci
Pieczenie placka
Wypytuje
Co tam co tu
Co wtedy co teraz
Czy to czy tamto
Czy ten czy ta
Ach już dosyć
Bo dobrze jest
Że się u niej jest
Sękatej suchej szczapce
Guzami szramami
Skoślawieniami upstrzonej
Przez głupiego czarownika
Starości gada
Choć chropawe są dotyki
Gdy nad balia myje gościom plecy
Kosmyki zaplata
To mają wartość kryształu
Aż w daleką noc baje płyną
Wśród migotów płomyka
Ujarzmionego w szkiełku
Przybywają
Zbój Madej
Rycerze ze szklannej góry
Wilk ten od babci
Dobra wróżka na końcu
Żeby zetrzeć strach
Co może wykorzystać swoje właściwości
Wrócić chyłkiem o północy
Więc niech dwoje
Usną z panią dobrą wróżką
Tak się zaczęły wywczasy u babci
Oj babciu babciu
Słowo nie padło
Jak cię wnuczkowie
Kochają
Ty im nigdy nie umieraj
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz