O d w i e d z i n y o s t a t n i e
W czystych bielach
Spiętrzonych miękkościach
Otulinie bezpiecznej
Złożona
Płócienną materią
Na tę okazję
W szafach chowaną
Okapturzona
Której wprzód zdjęto
W ostatniej ablucji
Codzienności naloty
Popioły padołu płaczu
Tak uczyniły kumoszki
Stojące w kolejce
Na wołanie oddźwiernego
Następna?
Której zdjęto
Trwa
Spotkaniu gotowa
Jeszcze tylko komnatę przysposobią
Weselną
Jaszcze tylko ciszę sprowadzą
Oczekiwania
Jeszcze tylko ogienek w zapasie
By z komody dobytą
Z dna
Rodzinną
Od zarania czekającąSpiętrzonych miękkościach
Otulinie bezpiecznej
Złożona
Płócienną materią
Na tę okazję
W szafach chowaną
Okapturzona
Której wprzód zdjęto
W ostatniej ablucji
Codzienności naloty
Popioły padołu płaczu
Tak uczyniły kumoszki
Stojące w kolejce
Na wołanie oddźwiernego
Następna?
Której zdjęto
Trwa
Spotkaniu gotowa
Jeszcze tylko komnatę przysposobią
Weselną
Jaszcze tylko ciszę sprowadzą
Oczekiwania
Jeszcze tylko ogienek w zapasie
By z komody dobytą
Z dna
Rodzinną
Dostojną towarzyszkę
Światłem ożywić
Aby przydała należnej powagi
Gościnie idącego
Jeszcze tylko ogienek w zapasie mieć musza
Tam krzyż Pański
Tam wody jordańskie
Tam księga czarna co wiernie służyła
Teraz może nadejść Ten co to
Byłem w podróży
A przyjęliście mnie
W bieli zanurzone
Sczernienie w otoku
Boleść kosmata
Skurczenie ostateczne
Na bieli skute
Splecione paciorkami
Co przenosiły tak często
W osobny świat zamknięcia
Skręcone przez gada starości
Dłonie
Oto już turkot oczekiwany
Dźwięk u furty
Splecione paciorkami
Co przenosiły tak często
W osobny świat zamknięcia
Skręcone przez gada starości
Dłonie
Oto już turkot oczekiwany
Dźwięk u furty
Przywieziony na te ostatnią chwilę
Nosiciel oczekiwanego
Zostawcie kumoszki ich samych
Zostawcie synowie ich samych
Zostawcie córki ich samych
Mają ze sobą do policzenia
Ostatnie rachunki
Padają kamyki
Skamieliny kapiące jak woskowe łzy
Płonącej obok świetlanej kolumny
Padają padają sączone
Cieknące ze zdrewniałych szparek
Składane u stóp
Na stos
Z całego życia drobne kamyki
One wydają się być tej zczerniałej
Jak głazy
Ale to są tylko kamyki drobne i kruche
Zaraz rozpadną się na miękki piasek
Nic nie znaczący
Szepty padają skruszonej
Z całego życia zrzucenie
No już dobrze
Donie pomogą na głowie złożone
Na drucikach postalowionych
Odprowadzone zostały słabości
Żałością odjęte szczerą
Tak nauczał stale uważny a łagodny słuchacz
Teraz
Ego te absolve
Gromnicy płomyk strzelił
Zaraz też przygasł blady blask spojrzeń
Odchodzącej
Ego te absolve
W istocie nie ma z czego
Tej co w trudach
Ciężarach
Udrękach
Niosła życie
Niosła spokój
Niosła znoje dla drugich
Czuwających obok
Skrzykniętych naprędce
Na ostatnie spojrzenie w źrenice
W istocie nie ma z czego
Świętość wymaga jednak
By w udrękach rzucone
Złości małe dawki
W zmęczeniu drobne zwątpienia
Zostały wyznane
Z lenistwa kradzionego
Opuszczenie
Zapomnienie
Tego co woła
Wybaczającego
Zostały wyznane
Wybaczone
Ego te absolve
Teraz chwila złączenia
Ważna
Szalenie ważna chwila
Podali sobie rękę
Idący oczekująca
Niech wejdą światem przez nią obdarzeni
I te z kręgu umierania
Niech widzą że przyjął wielkim Dawca
Do swoich
Jeszcze tylko kropla tłusta
Oliwi pięty
Jeszcze tylko świec w lichtarzach
Migotliwy płomień
Płynie litania
Pani święta
Módl się za nami
Bo już opadły
Kurtyny ostateczne
Skostniały dłoni kruche konchy
Święta Boża Rodzicielko
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz