S ł o w o o t r w o d z e
Nietoperz
Gacek szpetny
Zmora podstępna
Zza węgła chyłkiem przylata
Uczepiony grzbietu
Za grdykę chwyta tępo
To odskoczy
Kąty wymiata
Do spółki siedzi
Przy wieczerzy
Z pętlą dybie
Czyha w podwórku
W szponach trzyma
Nieproszony przybysz
Nietoperz lęku
Trwogi gadzina
Przywiedziona łoskotem paciorków
Te dwie
I tych dwoje
Gdy ten ich
Oko w głowie
Szorstki w milczeniu
Hukający z znienacka
I z darem ramion
Gdy ten ich
Powinność gniewną
Powinność czyni
Twardą jak krzemień
Dwie te
Łańcuch je czasu dzieli
A związane męskim
Dziełem rodzenia
W trosce wspólnej
Nieziemskiej
Te dwie
Wsłuchane
A tych doje
Omdlałe u kolan
W podróży nad czasem
Bajka uskrzydlona
O dobrej wróżce
Mimo wszystko
Knot zwęglony gaśnie
Dla tych dwoje
Zwyczajność nocy
Nietykalność porządku
Gdy te dwie
Wsłuchane
Pod płachtą nocy włochatej
Potrzeba im śpiewu
Dzwonienia obroży
Za chatą
Doleci przez zmurszałe drewno
Witania swojskiego echo
Nie napaść na obcych
Lecz znajomy skowyt
Doleci przez obrosłą
Mchu czapami strzechę
Czy ujadanie na trwogę
Ostrzeżenie doniosłe
Witanie nocnej grozy
Doleci zawiśnie
U szyi powrozem
Wsłuchanie trwa nieme
Osobne
Milczenie wspólne
Przyziemne
Mówiące najwięcej
W mglistość wieczorną
Wsłuchanie trwa w echo
Płynącą zza borów
Trwają w niemocie
Wybuchną pacierzem
Drzemanie przytuli
Poderwie zjeżone
Łowczynie czułe
Daleki grzmot
Trwają nieme
Matki przyziemne
Trwają w trwodze
Matki ubogie
Trwają czuwają
Paciorki liczą
Pannę wzywają
Orędowniczkę
Trwają trwożne
Trwają żałosne
Panno można
Panno radosna
Trwają drzemają
Trwają czuwają
Świt rozwiąże
Zagadkę całą
Taka ich powinność
Czekanie nieme
Taka ofiara
Wiązana szeptem
Gdy ten ich
Północny toczy bój
Może być
Wrót radosny zgrzyt
Odjęcie nocnych kleszczy
Zwycięska zjawaGacek szpetny
Zmora podstępna
Zza węgła chyłkiem przylata
Uczepiony grzbietu
Za grdykę chwyta tępo
To odskoczy
Kąty wymiata
Do spółki siedzi
Przy wieczerzy
Z pętlą dybie
Czyha w podwórku
W szponach trzyma
Nieproszony przybysz
Nietoperz lęku
Trwogi gadzina
Przywiedziona łoskotem paciorków
Te dwie
I tych dwoje
Gdy ten ich
Oko w głowie
Szorstki w milczeniu
Hukający z znienacka
I z darem ramion
Gdy ten ich
Powinność gniewną
Powinność czyni
Twardą jak krzemień
Dwie te
Łańcuch je czasu dzieli
A związane męskim
Dziełem rodzenia
W trosce wspólnej
Nieziemskiej
Te dwie
Wsłuchane
A tych doje
Omdlałe u kolan
W podróży nad czasem
Bajka uskrzydlona
O dobrej wróżce
Mimo wszystko
Knot zwęglony gaśnie
Dla tych dwoje
Zwyczajność nocy
Nietykalność porządku
Gdy te dwie
Wsłuchane
Pod płachtą nocy włochatej
Potrzeba im śpiewu
Dzwonienia obroży
Za chatą
Doleci przez zmurszałe drewno
Witania swojskiego echo
Nie napaść na obcych
Lecz znajomy skowyt
Doleci przez obrosłą
Mchu czapami strzechę
Czy ujadanie na trwogę
Ostrzeżenie doniosłe
Witanie nocnej grozy
Doleci zawiśnie
U szyi powrozem
Wsłuchanie trwa nieme
Osobne
Milczenie wspólne
Przyziemne
Mówiące najwięcej
W mglistość wieczorną
Wsłuchanie trwa w echo
Płynącą zza borów
Trwają w niemocie
Wybuchną pacierzem
Drzemanie przytuli
Poderwie zjeżone
Łowczynie czułe
Daleki grzmot
Trwają nieme
Matki przyziemne
Trwają w trwodze
Matki ubogie
Trwają czuwają
Paciorki liczą
Pannę wzywają
Orędowniczkę
Trwają trwożne
Trwają żałosne
Panno można
Panno radosna
Trwają drzemają
Trwają czuwają
Świt rozwiąże
Zagadkę całą
Taka ich powinność
Czekanie nieme
Taka ofiara
Wiązana szeptem
Gdy ten ich
Północny toczy bój
Może być
Wrót radosny zgrzyt
Odjęcie nocnych kleszczy
Wypłoszy nietoperze
Może być
Czas czekania trudny
Wieczorne szepty
Łowienie znaków w szarudze
Ćmie nocnej u szybki
Gdy głuche dudnienie
Znak ostateczny
Może spaść
Czas nieocalenie
Bezskrzydłe widma
Zaczernią ziemię
Jeszcze tylko ku zielonej kniei
Bieg szalony przez bruzdy
Kropla nadziei
To tu
To tam
A te
U rąk uczepione węzłem
Za dziurawą ścianą zieleni
Trwają nieme
Ze stu pościeli
W szczęku i rżeniu
Miotają pożogi
Posłańcy piekielni
I tu
Może doskoczyć
Czas nieocalenia
Taka ich powinność
Ofiara
Nosicielek trwóg
Gdy ten ich
Bój toczy po grób
Trwać w trwodze
Taka ich powinność
Taka ofiara
Gdy ten ich
Nie może nie pójść
Na bój nieugięty
Taka ich powinność
Mężów nie-rycerzy
Zwyczajnych zawziętych
Chłopów chropawych
Taka ich powinność
Chadzać lasem
Nocą
Odwracać los przeklęty
I taka powinność
Za ścianą zmurszałą
Trwać w trwodze
Aż świtem szczęk znajomy
Nietoperz zmora
Uskoczy
Od lęku odgrodzi
Dziś innej powiedzą
Dziewczyno płacz
Pod jodłą kopczyk z piasku
A znak krzyżowy z brzozy
Tam bukiet polny kładź
Tam idź swe płacze złożyć
Po partyzancie dziewczyna płacze
A pod ta strzechą jeszcze trwanie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz