Dramat


N o c n y   d r a m a t

Muszelka wśród uśpienia
Wśród gąszczu skojarzeń
Obrazów pogmatwanych
Co się zza węgła wynurzą
To dziwiąc to kojąc
To upadek niosąc w przepaść
Ten się powrotem kończy
W krainę realności
Muszelka wśród kalejdoskopu
Utkanego z bajek
Muszelka wyłowi
Każdą usterkę w  normalności

Ta jedna
Od teraz do zawsze
Czujna
Co dzień
Nad widokiem pochylona
Anielskim
Czy po latach
Myślami będąc
Na drugiej stronie globu
Gdzie może przebywa tej jej
Towarzysz nieodłączny
Istota czuwania
Ta jedna
Ma najczulsze konchy anten
Wyłowi  nierówność westchnienie
A już dysonans
Pojedynczego potknięcia
Rozstrojenia rytmu
Zgrzytu przyspieszenia
Ożywią zmory niepokoju
Zarodniki posieję
Nieszczęścia pierwszego
Nadchodzi chwila
Z gąszczu ciemności
Wśród zapomnienia
Muszelka wyłowi nierówność
Galop
Obcy wtręt w regularnej ciszy
Pierwsza próba

Alarm alarm
Nadeszła nadeszła
Nietoperz szeleszczący
Ćma czarno-skrzydła
Poczwara pajęcza
Skorpion jadowity
Zawisła
Przenika
Krąży wśród bieli i puszystości
Pochyleni
Dwoje nad jednym
Bezradni
Zawodzący
A tu skarga
Żałosna
Ratunku wołanie

Pierwszy biorą pomiar
Przewijanie
Następnych śladów szukanie
Może uda się wyłuskać wroga
Może sami ugodzą
W jego słabiznę
Lecz oto mefisto
Wstępuje ze stopień
Na stopień

Panika
Narada
Zaprzęg wywiedzie
Z  ciepłej stajni
Pędzi przez knieje
Drożyną droga
Zatrzyma pegazy spienione
Bożka wszechmogącego wzywa
Pod zamknięta bramą
Błyśnie płomyk nikły
Wychyla się
Woła
Co tram
Niech pan przyjedzie
Dziecko chore

Pędzą przez bory
Pędzą przez trakty

Pokorni drżący
Nadziei pełni
Śledzą leniwe poczynania
Spojrzenia tajemne
Mimika skąpa
Nieprzenikniona
Tę mają za dobrą monetę
Wreszcie
Damy radę smokowi
Podstępnej chimerze
Ziejącej gorącem

Przybysz przyjaciel
Zna tajemnicę
Mikstury eliksiry
Przegląda wybiera
Małą dawkę poda
Atak przypuści
Dawkę poda kąśliwą
Ukąszenie komara

Nuci ucisza kołysze
Bóle chce przejąć na siebie
Cała w zamartwieniu oddaniu
Utula
Co przemocą
Gwałtem
Skondensowane
Wtargnęło w sposób
Wymyślonych przez nieczułych eksperymentatorów
Teraz ta kropla bojowa
Rozwija swoje ataki

Usiądą
Oni z maską spokoju
On cudotwórca
Pełen powagi

Wypiją szklankę herbaty
Otrzymają dodatkową porcję
Kondensatu
Podać po godzinie
A gdy nastąpi
Rytmiczna muzyka uspokojenia
Bezszelestnie przygasną
Języki  rumieni
To im wróci oddech codzienności

Drzemie w kożuchach
Wieziony do miasteczka
Woźnica nie musi się spieszyć

Wróci
Zostanie czuwająca
Podniesie głowę z pościeli
Przygarnie kładącego się przy niej
Gdy tam o obok
Oddech spokojny
Przystoi czuwać
Z głowami w ramionach
A w dłoniach
Niezbyt do siebie dopasowanych
Podają sobie ziarenko przybliżeń
Jedna bez drugiej  nic nie znaczy


































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz